16/02/2012

HESTON BLUMENTHAL

Król kuchni molekularnej i szef restauracji The Fat Duck opowiada o zaczarowanym sorbecie, chlebie Mother’s Pride, krewetkach w sosie Marie Rose oraz o kilku innych rzeczach, których nie wiecie o posiadaczu trzech gwiazdek Michelina.

Chętnie odzyskuje długi. Ale nie chodziło o prywatne zadłużenie, tylko o przewożenie odebranych zadłużonym firmom rzeczy, na przykład sprzętu z siłowni. Heston uprawia kick boxing, więc nie przestraszały go nieprzyjemne sytuacje z tym związane. Musiał jednak hamować swój ostry temperament, gdy zaczął zawodowo gotować. – No cóż, musiałem nad sobą popracować. Od wielu lat nie podniosłem na nikogo głosu. Jak chcesz mieć dobre wyniki, musisz dobrze traktować swoich ludzi – mówi. 

Jest wielkim fanem klubu piłkarskiego Arsenal. Co więcej, wraz z byłym zawodnikiem Arsenalu, smakoszem Lee Dixonem, był właścicielem restauracji Bray’s Riverside Brasserie. – Lee to chyba mój najbliższy kumpel – mówi Heston. 

Lubi koktajl z krewetek. Gdy późną porą wraca do domu, często pochłania całe pudełko krewetek w sosie Marie Rose z supermarketu. Ma trzy gwiazdki Michelina, ale twierdzi, że czasem „warto sobie odpuścić”. – Ludzie strasznie się snobują, jeśli chodzi o jedzenie. Jeśli czasem zjesz coś niewybrednego, nie znaczy to wcale, że zły z ciebie człowiek – rozgrzesza się Blumenthal.

Gotów jest zjeść wszystko, ale nie… larwy jedwabnika. – W Indonezji uważane są za przysmak. Jestem w stanie przełknąć różne rzeczy, ale te robale były nie do przejścia – krzywi się.

Żyje przeszłością. Jakiś czas temu sfilmował Uczty Hestona, w których opowiadał o wydawaniu uczt w różnych epokach. Na potrzeby programu odtworzył ulubione dania Rzymian – np. pieczone sutki świni. A jednocześnie wprowadza historyczne dania brytyjskie – jak choćby zupę żółwiową – do menu swojej restauracji The Fat Duck. Jego badania nad historią ucztowania dały fascynujące rezultaty. – Jak się okazuje, Francuzi nie mówią na Anglików „les rosbifs” z powodu naszej miłości do wołowiny, tylko dlatego, że to właśnie od nas nauczyli się pieczenia mięsiw na otwartym ogniu – wyjaśnia.